Jest to kolejny powód, dla którego odwiedziłem Japonię – chciałem zrozumieć japoński rynek projektowania stron oraz poznać ludzi pracujących w tym sektorze. Udało się zorganizować spotkanie z właścicielem anglojęzycznej agencji marketingowej w centralnym Tokio. Miał on świetną perspektywę na sytuację ekonomiczną, podejście do japońskich klientów oraz sposób komunikacji jako, że jego firma jest już aktywna ponad 10 lat.

Dowiedziałem się, że japońska strona internetu różni się na wielu płaszczyznach. Uważam, że głównym problemem jest niechęć ludzi na zmianę czegoś, co już funkcjonuje. Wymówka jest zawsze taka sama: “przecież działa, to po co zmieniać?”. Na zachodzie często utożsamiamy zmiany z ulepszeniem. Inna sprawą, która mnie zdziwiła są komputery używane przez biznesmenów prosto z roku 2000 – rozdzielczość ekranu 1280 x 800, myszka kulkowa w klawiaturze, gruba jak teczka obudowa i bateria żyjąca godzinę. Można sobie wyobrazić, że taki sprzęt uniemożliwia przeglądanie zaawansowanych stron internetowych, czy instalacje nowoczesnych przeglądarek by odtwarzać animacje często towarzyszące współczesnym witrynom. Przez ten zastój rodzi się wśród programistów potrzeba dodawania nowych funkcjonalności, tak więc oprogramowanie rośnie w rozmiarze i staje się zlepkiem wszystkiego, którym nie da się zarządzać.

Na koniec, proces podejmowania decyzji przychodzi bardzo opornie. Spotkania służą, żeby pochwalić się wakacjami, aniżeli coś uzgodnić. Najważniejsze decyzje zapadają przy piwie w okolicznym pubie, po pijaku. Przez to projekty ciągną się miesiącami tracąc na swoim potencjale.

Nie jestem pewien, czy bym miał cierpliwość pracować w takim środowisku…

 

Napisane przez Tomasz Lisiecki
Hey, my name is Tomasz. I am an open-minded and hard-working individualist living in the ever-raining land called The Great Britain. I am running my own company and a YouTube channel.