To tyle.

84 dni przeminęły w mgnieniu oka. Cóż za genialna podróż. Najwyższy czas zdążyć na lotniska na lot o godzinie 7:20 rano z Hanedy.

Jedna rzecz, której nie mogę pojąć jest transport publiczny, który kompletnie przestaje istnieć po północy i wznawia działalność około 5 nad ranem. Z tego powodu podróż z Shinjuku na lotnisko była pełna cierpienia biorąc pod uwagę, że w ogóle nie zmrużyłem oka dzięki moim zepsutym nawykom sennym. Zajechałem. Nawet lekko przed czasem, więc skusiłem się na jakieś szybkie śniadanie.

Lot do Pekinu, gdzie miałem przesiadkę, był bez niespodzianek. Podróż trwała jakieś 3.5 godziny, więc na pokładzie otrzymałem ciepły posiłek i zanim się obejrzałem byłem z powrotem na ziemi. Lotnisko było bardzo ponure, a obsługa nie była przyjazna. Dodatkowo oznakowanie było fatalne i trzeba było zgadywać dokąd iść.

Po odczekaniu pięci godzin na następny lot w końcu dostałem się na pokład i wyleciałem z tej dziury. Leciałem z przewoźnikiem Air China, który był najtańszy pośród wszystkich innych firm. Szybko dowiedziałem się dlaczego – obsługa nie mówi po angielsku, jest bardzo nagła i bezczelna, w kontrakcie mają napisane, żeby się nie uśmiechać, a jakość wnętrza wraz z przestrzenią pozostawiają wiele do życzenia.

No nic. W sumie bardzo się cieszę z powrotu na Wyspę, gdzie mogę kupić chleb, ser nie kosztuje fortuny, a ludzie mówią w języku który rozumiesz.

Dziękuje Wam bardzo za bycie obok mnie podczas moich przygód. Nie jest to ostatni raz, który byłem w Japonii, bo na pewno chcę wspiąć się jeszcze na szczyt góry Fuji i zobaczyć wiecznie śnieżne Hokkaido.

Do zobaczenia!

Napisane przez Tomasz Lisiecki
Hey, my name is Tomasz. I am an open-minded and hard-working individualist living in the ever-raining land called The Great Britain. I am running my own company and a YouTube channel.