Byłem umówiony na odbiór samochodu o godzinie 10 rano prosto z lotniska. Niestety, nikt nie wspomniał, że należy zabrać się autobusem firmy wynajmującej do ich biura oddalonego paręnaście kilometrów dalej. Koniec końców spóźniłem się, ale nikogo to raczej nie obchodziło. W drodze wręczono mi formularz cały po japońsku. Zawierał on dokładnie te same pola, co formularz rezerwacji na stronie internetowej. Po co? Usługi firmy są głównie wykorzystywane przez obcokrajowców, a mimo tego wciąż żyją w jakimś limbo kompletnie ignorując ten fakt nie ucząc się angielskiego. Całość była bardzo frustrującym doświadczeniem, ale ostatecznie dostałem klucze do ręki. Posiadanie samochodu otworzyło furtkę do wielu ciekawych miejsc rozrzuconych po wyspie.

Pierwszym przystankiem było Okinawa World, czyli tematyczny park o lokalnej kulturze. Głównymi atrakcjami parku są: wielka naturalna jaskinia, rzemieślnicza wioska i muzeum węży. Byłem bardzo podekscytowany wizytą w jaskini, ale szybko dopadło mnie rozczarowanie. Tak, jest wielka. Tak, jest piękna. Lecz nie ma tam żadnego wytłumaczenia co, jak i skąd. Dodatkowo od razu widać ingerencje człowieka w naturalny wygląd jaskini – przygotowane ścieżki wyłożone płytkami, aby się prosto chodziło, wyłupane tunele niszczące setki pięknych stalaktytów, a nawet ruchome schody przy wyjściu z groty! To wszystko ujmuje uroku. Miejsce nie umywa się w ogóle do tego, co czeka na turystów w słowiańskich jaskiniach jak Postojna czy Škocjan. Odniosłem wrażenie, że jaskinia jest bardziej atrakcją dla dzieci niż dla dorosłych. Szkoda, bo ma potencjał.

Na powierzchni było zdecydowanie lepiej. Można było przespacerować się przez ogród pełen rosnących ananasów, bananów, kaktusów i innych owoców tropikalnych. Później wędrowało się przez osadę wypchaną rzemieślniczymi sklepikami oraz warsztatami, gdzie można było wykupić lekcje. Najbardziej odrzucił mnie alkohol wyrabiany przy użyciu trucizny z węży. Nie będę wchodził w ten temat, bo jest bardzo… (patrz zdjęcia).

Następnym stopem było American Village. Po amerykańskiej inwazji wysp Okinawa podczas II WŚ, zbudowano wiele wojskowych jednostek na całym obszarze wyspy. Idąc dalej, utworzono tak zwaną American Village w mieście Okinawa. Po środku góruje wielki diabelski młyn, dookoła znajdziemy zaś największe sieci amerykańskich restauracji oraz markowe ubrania z tychże rejonów. Nie brakuje i rozrywki. Kręgielnie, kina, puby, czy plaże z muzyką w tle są dostępne dla amerykańskich tubylców. Będąc tu 2 miesiące, nie zadawałem sobie sprawy jak bardzo brakowało mi prawdziwego hamburgera albo po prostu normalnej konwersacji po angielsku. Zakochałem się w tym miejscu!

Tak na marginesie, polecam samochód hybrydę z automatyczną skrzynią biegów. Jaki komfort!

Napisane przez Tomasz Lisiecki
Hey, my name is Tomasz. I am an open-minded and hard-working individualist living in the ever-raining land called The Great Britain. I am running my own company and a YouTube channel.